środa, 18 lipca 2012

koniec wakacji

Koniec z domowymi obiadkami, dzisiaj się pakuję i jutro 6h rano kierunek Francja. Miesiąc w domu jak zwykle minął za szybko, zaraz po MP zrobiłem tygodniową przerwę od roweru. Później to treningi od 3 do 4h ,a dzisiaj kolega przeciągnął mnie za motorem, żeby rozkręcić lekko nogę. W niedzielę mam pierwszy start, na początek wyścig amatorski ale dobrze obsadzony, to samo w poniedziałek i 29 lipca Puchar Francji Poly Normande, a następnie etapówka Paris-Corezze. Oglądanie "Tour de France" zmotywowało mnie do dalszej pracy, aby kiedyś wystąpić w takiej imprezie. Ostatnio wyczytałem, że we wszystkich przedsięwzięciach, sukces rozpoczyna się w naszym umyśle, więc będę utwierdzał mój umysł, że ten wyścig pojadę ;)

wtorek, 26 czerwca 2012

Mistrzostwa Polski 2012

Czasówka poszła nie najgorzej, była to moja pierwsza taka próba w tym roku i pierwszy raz w życiu na takim dystansie. Miałem tylko 2 dni żeby wypróbować rower, a mój trening pod czasówkę to jazda za ścigaczem do Torunia i z powrotem na 4dni przed startem. Oczywiście od zwycięzcy dzieli mnie przepaść ale na pewno w przyszłym roku jeszcze się poprawię. Gorzej poszło ze wspólnego, do 150km czułem się nieźle ale już na ostatniej "górskiej" rundzie traciłem na mocy. Jak BGŻty goniły odjazd to ja męczyłem się na kicie, ponoć Michał nawet podjechał do mnie w tym momencie i kazał mi przeskakiwać do czołówki, która była minutę przed nami, ale ja już nie kontaktowałem. Do mety się ledwo doczłapałem, wykończyły mnie kilometry, pogoda, hopki, szarpane tempo...., chyba to nie był mój dzień. Szkoda, że zawiodłem cały mój sztab szkoleniowy, który ze mną przyjechał na te mistrzostwa, za rok z Michałem w składzie będzie lepiej. Teraz zrobię sobie krótkie wakacje aby w pełnej świeżości rozpocząć drugą część sezonu.

specjalne podziękowania dla Macieja Skóry za wypożyczenie trenażera, nagrodą oczywiście się podzielimy
gdyby nie czerwone światło urwałbym jeszcze z 20sec


redbulik i banan na mecie a po lewej to "ten z nogą"
moja mama w strefie kibica
oficjalne wyniki, nie jadę na Olimpiadę
ja i mój sztab szkoleniowy
zdjęcie rodzinne przed wspólnym, podziękowania dla fotografa
ktoś namazał na drodze ;)


wtorek, 12 czerwca 2012

czas do domu

Na ostatnim etapie próbowałem się zabrać w odjazd, walka trwała 40km, w końcu poszedł 6 osobowy odjazd ale beze mnie. Peleton nie zdołał ich dojść, zabrakło 20sec, i zwycięzca etapowy, Jean Luc Delpech, dzięki bonifikatom został niespodziewanym triumfatorem całego wyścigu. Wczoraj Michał był u lekarza, który nas podbudował bo okazało się, że operacja nie jest konieczna. Złamanie jest bez przemieszczenia, nogę dali w gips 3ciej generacji na 6 tygodni, później jakieś rehabilitacje i końcówka sezonu jest Michała. Jutro rano chcemy  wystartować do Polski, nareszcie bo to już 5 miesięcy jak tu siedzimy, Tata możesz już zacząć robić pierogi, dużo pierogów ;)

niedziela, 10 czerwca 2012

pech Michała

Michał niestety na jakiś czas musi odpocząć od roweru, okazało się, że wskutek upadku ucierpiało kolano, złamanie rzepki. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i odchorować minimum miesiąc, w poniedziałek wizyta u lekarza i operacja, opieka będzie fachowa więc szybko posadzimy chłopaka na rower. Wczorajszy wyścig to non stop nerwówka, kilka razy peleton porwał się na rancie ale ostatecznie doszło do finiszu z peletonu. Za niecałe 3h ostatni etap i ostatnia szansa, żeby się pokazać.
p.s.
Get well soon Mickael ;)

piątek, 8 czerwca 2012

ucieczka na Ronde de l'Oise

Na początku etapu zabrałem się w 6 osobowy odjazd więc dziś nie musiałem nikogo gonić. Ucieczka trwała 140km, doszli nas na 20km do mety. Pod koniec byłem już martwy i w peletonie długo się nie utrzymałem, zaciągnąłem ręczny na ostatnim podjeździe na 10km do mety. Etap ciężki bo cały czas trzeba było się zmagać z silnym wiatrem. Michał miał mniej szczęścia, na 200metrów do mety, chciał skleić dziurę przed finiszem i wysypał się na mokrym zakręcie, trochę szlifów ale mamy nadzieję, że nic poważniejszego.

czwartek, 7 czerwca 2012

pierwsze szlify

No i pojechało 20 ludzi na metę a my nie mieliśmy nikogo z przodu. Nie wyglądało to najciekawiej dlatego próbowałem gonić, niestety nie miałem nikogo do pomocy i przyjechaliśmy z 20sec stratą. Na początku wyścigu chciałem sprawdzić przyczepność szytek i skończyło się małą pizzą na łokciu i udzie. Jutro będzie trzeba jeździć bardziej uważnie, żeby to inni mnie gonili a nie na odwrót. Michał dzisiaj ze stratą, próbował doskoczyć do ucieczki i nagle wyłoniła się kilometrowa sztajfa, zapiekł się i piano w grupetto.

środa, 6 czerwca 2012

Ronde de l'Oise

Buty, kask, licencja są więc torba spakowana, a jutro czas na pierwszy etap Ronde l'Oise. Przed nami 4 etapy, profil raczej płaski, ale będą też rundy finałowe z mniejszymi hopkami, gdzie będzie można się wykazać. Za mną bardzo dobrze przetrenowany tydzień, zrobiliśmy z Michałem już po raz kolejny mini zgrupowanie w Ardenach a na koniec dobiliśmy się wyścigiem "cyclotourist". Po Ronde de l'Oise mieliśmy wracać do Bydgoszczy, ale okazało się, że ostatnim sprawdzianem przed MP będzie wyścig w Belgi "Fleche Ardennaise". Jeśli w ten weekend dostanę mój rower czasowy to pojadę również czasówkę na MP ;) Cancellara ze mnie nie jest ale fajnie będzie się sprawdzić. Na wspólny będę miał jak zwykle bardzo mocną ekipę, zapowiada się ciekawie.

czwartek, 17 maja 2012

Niedokonczona historia- Kolarstwo

Ascension

W weekend czekają mnie dwa klasyki Elite w okolicach Poitiers. O ile się da to chciałbym je przejechać spokojnie i najwyżej powalczyć w końcówce jeśli nadarzy się okazja. Po 2 ciężkich etapówkach potrzebowałem trochę wypoczynku  i odstawiłem rower na 3dni. Nadal czuję się zmęczony bo walczę od dłuższego czasu z przeziębieniem i w tej chwili jestem na antybiotyku. Giro w tym roku wyjątkowo ciekawe, fajnie się ogląda jak nasi walczą ;) We Francji dzisiaj wolne bo jest "Wniebowstąpienie" i mogliśmy z Michałem pooglądać fajne furki, które zjechały się do naszej miejscowości. Na koniec zamieszczam u góry filmik pokazujący, jak kiedyś wyglądało kolarstwo w Polsce.




środa, 9 maja 2012

4 dni Dunkierki

Ten wyścig pokazał mi jak dużo pracy jeszcze jest przede mną. Przez 5 dni dostałem solidną lekcję kolarstwa. W pierwszy dzień na rundach finałowych pilnowałem cały czas czuba, w rezultacie zakręciłem się w pierwszej grupce lecz zabrakło najważniejszej rzeczy czyli nogi, zapiekłem się i strzeliłem jak trzepak. Do następnych etapów podchodziłem z coraz cięższymi nogami. Najtrudniejszy okazał się 4ty etap na wymagającej rundzie z 2 podjazdami. Pod koniec wyścigu po prostu walczyłem o przetrwanie ;) udało się ukończyć w liczniejszym grupetto. Myślałem, że ostatni etap będzie etapem pokoju, a tu niespodzianka. Od startu gaz bo było zbyt wielu chętnych na odjazd. Pierwsze 40km to było piekło, przynajmniej dla mnie. Puścili w końcu odjazd to mówię luzik do rund mam spokój, a tu rant  zafundowany przez Quick Step. Czyli wnioski: jeździj z przodu bo nie wiadomo kiedy cię przyrantują i jak chce ci się lać to wybierz na to odpowiedni moment, Michał zatrzymał się na honorowym na sikanie i mało brakowało a peletonu by już nie ujrzał ale i tak najlepszy był mój kolega z drużyny Romain, gaz na 50km do mety patrzę co on robi a ten staje sikać no i peleton pojechał i nie poczekał. Okazało się również, że mam wielu kibiców, codziennie na trasie słychać było tylko "Allez Thomas" dziękuję ;) Dzisiaj urodziny rekordzisty wjazdu pod "Kozielec" Wszystkiego Najlepszego Michał!!! :)
to jaka taktyka na dzisiaj? ja proponuję pilnować Voecklera  fot.Carine Somare
kiedy skończy sie ta górka   fot.Carine Somare
4ty etap czyli "this is Sparta"   fot. Aurelien Regnoult